Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2020

Gombrowicz

Obraz
Czytam artykuł o Gombrowiczu, wyjechał do Francji, gdy zdobył: życie rodzinne, mieszkanie, pieska, kotka, wygody. Ja wyjechałam za chlebem jak w czasach wielkiego głodu. Jednak wybrałam nie ten statek (dobrze, że to nie był Titanic), bo zamiast w Ameryce, wysiadłam na wybrzeżu Normandii. Dorobić, to się dorobiłam – długów. To właśnie dlatego rozpoczęłam wędrówkę ludów w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Co znalazłam? Mieszkałam w mieście, a trafiłam na wieś. Doję krowy, wyrywam chwasty. Na roślinach znam się na tyle, że wiem, jak wygląda kukurydza, reszta to chwast.
Mój francuski małżonek prowadzi fermę bez użycia środków chemicznych, to pewnie dlatego długo szukał żony (rolnik szuka żony), zamiast oblać chwasty pestycydami goni rodzinę do wyrywania. Poza tym prowadzę dom, gotuję, sprzątam, piorę, w wolnym czasie jeżdżę konno. Jak mi to wychodzi? Mission imposible?
Pomaga mi w tym silna motywacja i dobrze zorganizowany dzień, wystarczy jeden nieoczekiwany element i cały plan rozpada …

Ave, Caesar

Obraz
– Teraz pani kolej – powiedział młody asystent ze słuchawkami na uszach i notatnikiem w ręku popychając ją lekko w stronę wejścia.
Niedecydowana podeszła do jasnej linii oddzielającej ciemny przedsionek od sceny „Ave, Caesar, morituri te salutant” pomyślała. „Czy tak czuł się Faust, gdy sprzedał duszę diabłu za obietnicę wiecznej młodości?” Ona też sprzedaje duszę za możliwość znalezienia w wyszukiwarce Google swojego nazwiska. Pokolenia uczniów będą się zastanawiać co chciała powiedzieć w swojej książce. 
A tak naprawdę, to co chciała powiedzieć?
– Proszę na scenę! – nakazał zniecierpliwiony asystent – Ma pani tylko pięć minut.
Spiker zapowiadał jej występ, usłyszała brawa i krzyki.
Podeszła do mikrofonu oślepiona blaskiem jupiterów. Przełknęła ślinę, serce waliło w klatce piersiowej, czuła się jak zwierzę zaskoczone światłami samochodu.
– Witamy nową kandydatkę w teleturnieju „Niesamowity talent”. Czy może się pani przedstawić?
– Zuzanna Kosińska
– Czym się pani zajmuje?
– Piszę…
– Wszyscy uc…

Scipion

Obraz
Zaczęło się od kupy. Właściwie to zaczęło się jak zawsze, od wjazdu na ujeżdżalnię, rozprężenia konia w stepie i kłusie, ćwiczeniach rozciągających. Było normalnie, nawet dosyć spokojnie, do czasu aż Scipi wypatrzył kupę. 

Ja, nasiąknięta jak gąbka, wiadomościami z różnych naukowych gazet, pozwoliłam mu tę kupę powąchać, bo koń musi mieć życie konia i relacje społeczne. I tu się zaczęło. 
Nie chciał się od tej kupy oderwać, wszystkie ćwiczenia wykonywał na odwal się, cerkle były podobne do wszystkiego, tylko nie do koła. Ciągle wracał na miejsce, gdzie kupa była, choć jej już nie było, bo pani trener ją sprzątnęła. Jak przejeżdżał przez to miejsce, to się zatrzymywał, obracał na zadzie i drapał nogą w piachu.

Dobrze, że pani trener miała innych jeźdźców mniej doświadczonych i nie zajmowała się nami. 
Nie umiałam skupić uwagi Scipiego na naszej pracy. Oboje byliśmy bardzo zdekoncentrowani, bo ja ciągle myślałam o tym, co będzie jak spadnę. Zresztą nie musiałam na to czekać zbyt długo, bo w…