Z punktu widzenia konia


Hej a właściwie hiiiihaaaa.
Mam na imię Balerina, ale ona nazywa mnie Balbina. Zaraz wam opowiem, o niej, i o Reinie, i o Karolinie. Pewnego dnia nasz hodowca wsadził nas do takiego czegoś, co trzęsie i w czym można sobie obić nos i wysadził u niej na łące. Ona w tym czasie biegała i zawieszała takie białe linki. Właściwie trudno nazwać to bieganiem. Jak można biegać na dwóch nogach? Ani to kłus, ani galop, kura szybciej biega od niej, też ma dwie nogi. Innego zwierzaka o dwóch nogach nie znam.

No i ona te linki zawieszała, a ja podeszłam i zrzuciłam to, co zawiesiła. Ona zaczęła biegać jeszcze szybciej i potem ta linka mnie kopnęła. Na kopaniu to ja się znam i wiem, że jak coś kopie, to nie należy podchodzić. Teraz już tak blisko nie podchodzimy.Czasami się zdarza, że linka nie kopie. Tak jak jakiś czas temu, kiedy udało mi się tę linkę zerwać, tylko takie coś uderzyło mnie w nogę i mam teraz ranę.Gdy wróciłyśmy do boksu, przywiązała nas do belki, aby nas wyczyścić. Ja nawet lubię, jak ona nas czesze, bo często mnie gdzieś swędzi, a ona tak fajnie drapie, Reina nie lubi i cały czas się kręci, dlatego ona nas przywiązuje. Odkryła ranę na mojej tylnej nodze i położyła mi na nią taką białą maść. Nawet ta rana bardzo mnie nie boli, ale ona mówi, że z nami trzeba uważać. Z nami to znaczy z końmi i ona mówi, że na koniach to ona się zna lepiej niż na ludziach. Też mi coś, ja też się znam na koniach lepiej niż na ludziach i czym tu się chwalić?
A dzisiaj to ona jakoś bardzo się śpieszyła, nawet nie wiem dlaczego, bo nic nie mówiła. Czasami coś do nas mówi a czasami nie. Wyrzuciła nas z boksu, a jeszcze nie zrobiło się jasno. Zazwyczaj czekamy na nią, bo zanim ona te wszystkie linki pozawiesza, to trochę trwa a dziś, przyniosła nasze dwa wiaderka, postawiła koło wyjścia z boksu, prawie już na samej łące i poszła boks sprzątać. Wrzuciła świeżej słomy i siana, i sobie poszła, nawet wiaderek nie zabrała, a zazwyczaj zabiera. I nie byłyśmy dzisiaj na takiej innej łące, gdzie sobie zraniłam nogę, ani na trawniku tylko na dużym pastwisku, na którym ona nas już teraz nie zostawia, bo tam nie ma dużo trawy.



No i nie wiem gdzie była, ale jak wróciła, to wyglądała na zadowoloną, zatrzymała ten swój powóz, którego nawet nie musi ciągnąć i nam się przyglądała. Ona zawsze się przygląda, sprawdza, czy wszystko w porządku, ale dzisiaj się uśmiechała. Ciekawe dlaczego?

Część druga opowieści Balbiny tutaj

zdjęcie: @maciejzaluski

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pokonać lęk

Zaufanie

Cel