Z punktu widzenia konia2




Wczoraj to u nas była taka heca, że zapomniałam zapytać, dlaczego była zadowolona. Wszystko przez te wiaderka, których zapomniała zabrać. Stałyśmy z Reiną i Karoliną z otwartymi pyskami i patrzyłyśmy, co ona wyprawia. 

Przyszła jak jeszcze było jasno, ja zawsze do niej podchodzę pierwsza, poklepała mnie i powiedziała, że jestem brudas, bo wytarzałam się najpierw w błocie, a potem w słomie, ale nie była zła. Ja wiem, kiedy ona jest zła, inaczej się wtedy rusza i usta tak zaciska. Zębów nie pokazuje, a czy uszy tuli to nie wiem, bo nie widzę, bo ona zawsze coś nosi na głowie.


No ale do rzeczy, przyszła po wiaderka, znalazła tylko jedno. Nie przejęła się zbytnio, wzięła wiaderko i poszła. Zaraz potem wróciła i zaczęła się wszystkiemu tak jakoś podejrzliwie przyglądać. Popatrzyła na ziemię koło naszego boksu, tam zawsze jest błoto, ale wtedy zrobiła się duża kałuża, potem popatrzyła na niebo, deszcz akurat wczoraj nie padał, a potem zajrzała do takiej rury, przez którą przepływa rzeczka i w tej rurze znalazła wiadro. Ona nie widziała, że na nią patrzymy, bo tak bokiem stała. 

Zaczęła to wiadro wyciągać, ale w rzeczce jest prąd, ten prąd wiadro wciągał głębiej, i tak się szarpała z tym wiadrem. Szarpała się, szarpała, aż w końcu prąd ją pociągnął i wpadła do rzeczki, cała. Ona wody się nie boi, nie wyglądała, jakby się bała. Zaparła się nogami i wiadro wyciągnęła. Potem się śmiała, jak z tym wiadrem z rzeczki wychodziła. Pewnie się cieszyła, że jej się udało, bo mówiła, że gdyby to wiadro w tej rurze utknęło, to byłaby katastrofa. Zalałoby nam boks i jeszcze pewnie pastwisko.


Część pierwsza opowieści Balbiny tutaj

zdjęcie: @maciejzaluski

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pokonać lęk

Zaufanie

Cel