W klubie





Wczoraj przyjechałam do klubu wcześniej, aby nie być narażona na stres związany z pośpiechem. Konik stal spokojniutko w boksie, przykryty nowym, niebieskim płaszczykiem i całkowicie na luzie poddawał się moim zabiegom pielęgnacyjnym. Wyczyściłam go, wyczesałam, natłuściłam kopyta, miałam czas przejść się kilka razy w poszukiwaniu różnych rzeczy, a to grabek i zmiotki do sprzątania boksu a to pomady do kopyt. 


W czasie sprzątania boksu Scipion położył mi głowę na plecach i dmuchał na mnie. Albo podobał mu się zapach: Bourjois Chic, co świadczy o tym że jest znawcą kobiecych perfum, albo zrobił sobie z moich pleców podpórkę.


Był taki jak lubię, taki spokojny misiek, co nie znaczy że nie było ale. Tym razem to nie była kupa, bo nie pozwalałam mu niczego wąchać. Cały trening przebiegał spokojnie i we wzajemnym zrozumieniu. Miałam trochę kłopotów z wypchnięciem go do galopu z kłusa, co jest o tyle ciekawe, że zazwyczaj wydaje się, że to przejście jest łatwiejsze niż stęp-galop. Nie rozumiał czego od niego chciałam. Działanie moich pomocy nie było dla niego jasne. Świadczy to o nieprawidłowej pozycji, złym umieszczeniu ciężaru ciała, zamiast na obu pośladkach, opieram się na kościach łonowych, co powoduje brak zrozumienia ze strony konia (pomoce działają nieprawidłowo)  oraz utratę stabilności przy najmniejszej reakcji konia na czynniki zewnętrzne.

Scipion się rozradował, bo zobaczył, że konie, które były przygotowane do siodłania na zewnątrz, porozwiązywały się i biegają po całym terenie. Dla zabawy skoczył kilka baranków i pogalopował przed siebie ze mną na grzbiecie. Zostaliśmy razem do końca, sprowadziłam go do kłusa. Kłusowaliśmy jakiś czas, a potem przeszliśmy do galopu, następnie z galopu do kłusa, a na koniec robiliśmy przejścia z galopu do stępa.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pokonać lęk

Zaufanie

Cel